Tag Archives: Skandynawia

Miasto Ludzi Morza

Karlskrona wczesną wiosną

Nie widzę tego. No, po prostu nie widzę. Wyobrażałem sobie sekwencję wydarzeń mniej więcej taką: wychodzę z autobusu, podnoszę głowę, oczy wychodzą na wierzch, szczęka zachowuje się zgodnie z powszechnie znanym powiedzeniem, nogi miękną w kolanach, a całość mnie zwala się na bruk w niemym zachwycie. W końcu przejechałem całą Polskę i przepłynąłem Bałtyk, żeby coś zobaczyć. A tutaj – nie widzę tego. No, po prostu nie widzę. Miasto ludzi morza wygląda zwyczajnie. Zwyczajnie po szwedzku – czysto, miło i tak dalej. Miasto ludzi, którzy dwa razy próbowali podbić kraj, w którym mieszkam i dwa razy prawie im się udało, wygląda poprawnie i niewiele więcej. Miasto, z którego wypływała flota siejąca postrach i budząca podziw jak Bałtyk długi i szeroki wygląda zasadniczo nienadzwyczajnie. Matecznik tych, co wyruszyli aby zatknąć sztandary ze złotymi koronami na gruzach Kremla jest na pierwszy ogląd niemitologiczny w stopniu najwyższym i niepokojącym. O co chodzi?! Zasłonili coś, bo remontują? Coś wywieźli do renowacji? Ukradli im? Zapadło się? Wypożyczyli do objazdowej ekspozycji jakiejś? Dopiero drugiego dnia, w Muzeum Morskim pewne rzeczy powoli się wyjaśniają. Oglądam stare plany. Miasto Karola oglądane z lotu ptaka zaczyna wyglądać na bardzo przemyślaną konstrukcję. Stoję przed jedną z wielu makiet i czuję, jak przez burty ignorancji przelewa się w końcu do mojej świadomości nagłe olśnienie. Może nie widać tego dobrze z lądu, ale bez dwóch zdań, Szwedzi nieźle to sobie wymyślili. Czytaj dalej

Droga na Północ

Norwegia w czerwcu

Obawiam się, że jestem bezradny w obliczu zadania, jakim jest sklecenie sensownego opisu tego, co widzieliśmy w Norwegii. Nie jest mi z tym dobrze i nigdy bym też nie pomyślał, że polegnę kiedykolwiek z powodu braku pomysłu na słowa. Ale prawda jest brutalna: Norwegia rozbroiła mnie z arsenału posiadanych środków w zakresie wodolejstwa i pseudopisarstwa. W naszym zeszycie podróżniczym jest tylko pusta strona, na samej górze drukowanymi literami napisane: NORWEGIA, a potem nic. I to NIC to jest chyba najlepszy zapis stanu ciał i umysłów. Stanu kompletnego zmysłowego zatkania, duchowego osłupienia i kompletnej bezradności wobec ogromu przestrzeni i zmieniających się krajobrazów. Mogliśmy tylko patrzeć i chłonąć, bo porównywać do czegokolwiek nie było sensu. I tylko tyle mojego, że chyba pierwszy raz nie ja jeden w naszym zespole pozostawałem w stanie permanentnego zadziwienia. Tak, przez te dwa tygodnie to było nasze miejsce na Ziemi, a cała reszta po prostu zniknęła, ulotniła się jak mgła, która wczesnym rankiem podnosi się nad fiordami…